wstecz
Przemyślenia Kachy
Zabicie psa - niska szkodliwość społeczna czynu????
Zabicie, zamordowanie, zakatowanie istoty, która
nam ufa, która świata poza nami nie widzi, która
jest w stanie zrobić dla nas wszystko...
Zrobić więcej niż człowiek jest w stanie zrobić
dla innego człowieka...
Zabicie psa, któremu miało się zapewnić miłość,
dożywotnią opiekę i przyjaźń...
Zabicie psa, który ufnie patrzył nam w oczy,
"częstował" swoją łapką,
chodził za nami-ludźmi wiernie...
Wyroki sądu mówią same za siebie,
mijają się z prawdą...
Niska szkodliwość społeczna czynu...
fałsz nad fałszami...
Teraz zginął pies, tylko pies jak mówią niektórzy,
aż PIES jak mówią prawdziwi ludzie, istota całkowicie
bezbronna, zdana tylko i wyłącznie na nas...
Kiedyś może zginąć człowiek, który teoretycznie
jest się w stanie obronić, wtedy szkodliwość społeczna
czynu będzie ogromna... Czyż to nie absurd????
Przeczytajcie tą historię, historię biednej istoty,
która w nas ludziach pokładała całe swoje zaufanie,
która poza nami ludźmi świata nie widziała, ....
a która z rąk człowieka dokonała żywota w męczarniach...
Otóż istota ta Ozzy, cudowny golden retriever,
stracił Państwa w niewyjaśnionych okolicznościach...
Jego dobre serce wyczuło inną dobrą duszę w ludzkiej
postaci, Zuzię, w trakcie spaceru Zuzi z psami, Ozzy
podszedł do Niej spojrzał i ...
Ta Osoba o Wielkim Sercu nie miała sumienia zostawić
Go na ulicy... Wzięła Go ze sobą... Fakt iż sam posiada
dwa psy nie pozwolił Jej na to, żeby posiadała trzeciego...
Zaczęła mu szukać dobrego domu, w którym Pies znajdzie
swoje miejsce na Ziemii, w którym pozostanie do końca
życia, w którym będzie tym kochanym, wspaniałym
Przyjacielem człowieka..
Dzięki zaangażowaniu kilku osób, między innymi
Ani wydawało się, że Ozzy złapał Pana Boga za nogi...
Po ogłoszeniu w prasie, zgłosiła się niejaka Aga,
osoba bardzo przekonywująca, bardzo miła, warunki,
które miała zapewnić Ozziemu sprawiały iż każdy czuł,
że Pies trafił na swego człowieka...
Ozzy, pies z zapaleniem jąder, ale w bardzo dobrym
stanie, z zawsze uśmiechniętym pyskiem i zawsze rozmachaną
łapką , z ranami po poparzeniach, był według Agi tym wymarzonym
jedynym Przyjacielem, tym bardziej, że pół roku
wcześniej odszedł ich inny goldek...
Nasz czworonożny Przyjaciel został przekazany
w Jej ręce... Miał trafić do domu z ogrodem rodziców
Agi, wszyscy cieszyli się jak szaleni, kolejne psie
życie uratowane... Ale... Ale... Już jeden dzień po
przyjęciu Ozziego przez Agę nastąpiła cisza, niepokojąca cisza...
Brak jakiegokolwiek kontaktu z tą dziewczyną,
brak jakichkolwiek wieści o Ozzim... Wszystkich to bardzo zaniepokoiło,
nie tak miało być... W piątek dwa dni po przekazaniu
Ozziego miał On trafić do rodziców Agi, miała zostać podpisana
umowa adopcyjna, miał być cały czas utrzymywany kontakt...
A tu nic, tu przeraźliwa cisza...
Gdy na jednym z forum internetowych
ostrzeżono Agę, że ktoś się do niej wybiera z wizytą,
dziewczyna wysłała sms-a: PIES ZDECHŁ.
Stało się to niby nagle, w ciągu niecałej godziny
pochowała psa... Nikt w to nie wierzył...
Nie wiedzieliśmy co o tym sądzić, ale każdy miał nadzieję,
że dziewczynie coś pomieszało się w głowie...
W/w Aga zaoferowała się z pokazaniem miejsca pochówku Psa...
W końcu ludzie zaniepokojeniu losem Psiaka konspiracyjnie
pojawili się w miejscu, gdzie Pies miał przebywać...
Otworzył im ojciec dziewczyny, tłumacząc, że Aga jest
osobą dorosłą i sama odpowiada za to co robi....
Było już późno, dobrzy ludzie, którzy z daleka przybyli
sprawdzić co się dzieje z Ozzim musieli wracać do siebie...
Rano ponownie zadzwonili do Agi... Odebrała, po długich
namowach umówiła się z Nimi i pojechała...
Wskazała miejsce pochówku, każdy jeszcze wierzył, że to nieprawda...
Ale jednak po odkopaniu okazało się, że rzeczywiście Ozzy NIE ŻYJE...
Aga niewzruszonym tonem powiedziała, ze nie dała Psu antybiotyku...
Jednak jak wytłumaczyć to, że wszędzie było pełno krwi????
Aga odeszła w dal... nic jej nie obchodziło....
Dzielny Krzysztof i Magda zrobili zdjęcia, wzięli
doczesne ciało Ozziego i zawieźli Go na sekcję do AR we Wrocławiu...
Na wyniki czekaliśmy do dziś...
I stało się, wyniki dotarły: Ozzy został z premedytacją
zabity, został zabity wskutek uderzeń tępym narzędziem, miał
złamane większość kości, ale miał też wolę życia...
Wiadomo, że zanim odszedł cierpiał kilka godzin, wielce prawdopodobne
jest, że został zakopany jeszcze za żywota ....
Najgorsze jest to, że weterynarz już w sobotę stwierdził, że
Pies nie żyje od około 3 dni, czyli od środy... Od dnia, w którym trafił do Agi...
Wniosek nasuwa się sam...
Ozzy, Pies, który szukał przyjaciela przez wielkie P,
który nam ufał został z premedytacją zabrany tylko po to,
żeby Go zakatować...
Nie wiadomo czy działała sama, raczej ciężko
w to uwierzyć, być może w sprawę zaangażowane
były także inne osoby...
A raczej na pewno... Jak drobna dziewczyna
wykopałaby grób w miejscu leżącym ugorem, jak
przeniosłaby do niego Ozziego????
To się nie mieści w naszych sercach, w naszych
głowach, w naszej rzeczywistości...
To się nazywa niska szkodliwość czynu...
To trzeba zmienić, trzeba zmienić dla naszych
czworonożnych niezawodnych Przyjaciół, dla naszego
świata, dla nas samych...
Ozzy, przepraszam za bezzsilność
wobec tego świata...
Autor: kacha wawa z forum DGM.