wstecz

Piątek, 25 Sierpnia 2006

Koszmar Agnieszki W.

- Uśpiłam psa. Ale go nie zakatowałam - przyznaje dziewczyna, którą znienawidzili miłośnicy zwierząt. Agnieszka najpierw twierdziła, że bezdomny golden Ozzy, którego przygarnęła, przestał oddychać sam, bo nie dostał w porę leku na chore płuca. W środę przyniosła do redakcji zaświadczenie od lubińskiego weterynarza.

"Dnia 17.08.2006 poddano psa (Golden Retriever) eutanazji" - potwierdza na piśmie doktor Marek Dyląg. Jako powód zabiegu podaje nowotwór jąder. - Bałam się - tłumaczy swe kłamstwa Agnieszka. Drobna, wiotka dwudziestolatka. To nie prawda, że nie okazuję emocji, jak piszą na internetowych forach. W redakcji co chwila ociera łzy. - Bałam się co o mnie pomyślą, gdy powiem o uśpieniu. Że wezmą mnie za gówniarę, która jednego dnia bierze psa, a drugiego każe go zabić. - A teraz tak o pani piszą w internecie - mówię. - Piszą jeszcze gorzej: że sadystka, że bez serca, że zabić by ją tępym narzędziem.

Agnieszka przywiozła Ozziego do Lubina 16 sierpnia wieczorem, w środę. Pies - jak mówi - tylko jadł i spał. Mówiła na niego biszkopt, bo miał biszkoptową sierść. - Wtedy jeszcze nie widziałam, że choruje na raka jąder - twierdzi. Powiedział jej to dopiero weterynarz z ul. Paderewskiego, gdzie nazajutrz zaprowadziła Ozzyego na badanie. Ze względu na zapalenie skóry, na które cierpiał golden, lekarz nie chciał się podjąć kastracji. Po południu Agnieszka poszła do doktora Dyląga. Poprosiła, by uśpił psa. - Nie przyszło pani do głowy, by go zwrócić? - Bałam się, że wezmą mnie za nieodpowiedzialną gówniarę - znów słyszę odpowiedź. Stanowczo zaprzecza, że katowała Ozzyego.

- Przecież gdybym to zrobiła, nie pokazałabym miejsca pochówku. A ja ich tam zaprowadziłam, pomagałam, niczego nie ukrywałam - przekonuje. Zarzeka się, że pies odkopany w tamta sobotę nie był skatowany. Nie miał krwi na sierści ani połamanych kości, jak widać na zdjęciach zrobionych w prosektorium. - Ludzie, którzy po niego przyjechali, wrzucili zwłoki do bagażnika i odjechali. Nie miałam pojęcia, że zaraz zacznie się koszmar. Dopiero we wtorek wy uświadomiliście mi, co się dzieje - twierdzi Agnieszka.

Źródło: SP&GW