wstecz

Czwartek, 24 Sierpnia 2006

Lubin w szoku

- Jak żyję, czegoś takiego nie widziałem - mówi profesor, który przeprowadził sekcję zwłok Ozzyego. Po naszym wczorajszym artykule policja i prokuratura wszczęły dochodzenie w sprawie śmierci goldena. Skatowanego psa odkopali w sobotę miłośnicy zwierząt. Profesor Janusz Madej z Akademii Rolniczej we Wrocławiu przeprowadził sekcję zwłok Ozzyego. Póki nie ma wyników badań toksykologicznych, nie chce mówić o tym, co stwierdził. - Zachodzi podejrzenie otrucia, być może równoczesnego z innymi obrażeniami. - wyjawił nam wczoraj profesor. - To rzadki przypadek. Jak żyję, czegoś takiego nie widziałem. Być może już w piątek, a najpóźniej w przyszłym tygodniu profesor przekaże opinię z sekcji zwłok. Czekają na to ludzie z fundacji Emir i Dogomanii - internetowego portalu dla miłośników psów. Wtedy - jak zapowiadają - złożą w prokuraturze oficjalne zawiadomienie o przestępstwie. Wspólnie z Dariuszem Szymachą z Telewizji Kablowej Lubin szukamy katów psa. Wczoraj streściliśmy wyniki naszego śledztwa ("Życie i śmierć Ozzyego" "SP&GW", 23 bm.).

- Na podstawie publikacji "Słowa Polskiego&Gazety Wrocławskiej" zastępca prokuratora rejonowego w Lubinie polecił policji wszcząć czynności w tej sprawie - poinformowała nas wczoraj Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Golden Ozzy został odnaleziony w Lubaniu. Po ogłoszeniu w prasie szybko zgodziła się go przygarnąć 20-letnia lubinianka, choć pies był poważnie chory i zabiedzony. W środę zabrała go do siebie. W piątek poinformowała zatroskane o los goldena dziewczyny z Dogomanii, że Ozzy przestał oddychać, bo nie dostał antybiotyku na chore płuca. Tej wersji zaprzecza lubiński weterynarz, który twierdzi, że uśpił chorego na raka jąder goldena. Miłośnicy zwierząt, którzy przyjechali do Lubina i wykopali z ziemi zmasakrowane zwłoki psa, mówią, że ktoś się nad nim nieludzko pastwił.

Źródło: Słowo Polskie&Gazeta Wrocławska


Artykuł można przeczytać tutaj

Albo zobaczyć tutaj (pdf)