wstecz
Relacja Ani_W:
W dniu przekazania psa, ponownie zadzwoniłam do Agnieszki,
powtarzając zalecania dotyczące żywienia jak i leczenia Ozziego.
Około godziny 19.00 dostałam informacje od Gosi, ze zdaniem
weterynarza pies nie nadaje się do zabiegu kastracji, że nie
przeżyje jej nawet jeżeli odbędzie się ona za 3 miesiące.
Mając na uwadze opinie poprzednich weterynarzy prosiłyśmy
Agnieszkę o zmiane weterynarza, konsultacje u innego.
Wieczorem dostałam informację:
Małgorzata S.*** do Anna W****, 16-08-2006, 21:08:15
Zabieg przełożony na środę. W piątek podstawowe badania.
Prosiłam, żeby oddała go, jak się nie czuje na siłach,
ale nie chce nawet słyszeć. Jest nim zachwycona. Potrzebuje
nazwe antybiotyku, ona go kupi i będzie podawać. Psiak będzie
miał dobrą opiekę. Miejmy nadzieję, że będzie silny i przetrzyma
operację, to najważniejsze. Ale nowotwór jest zaawansowany a psiątko nie młode.
Następnego dnia, po informacji przekazanej przez Gosię, iż
pies był w nocy niespokojny, nie je, zadzwoniłam do Agnieszki.
Podczas rozmowy dowiedziałam się, iż pies nie tknął przekazanego
przeze mnie jedzenia, wiec Agnieszka zmieniła mu jedzenie, po niespokojnej
nocy teraz śpi, z przerwami na jedzenie.
Dzwoniąc do Agnieszki po południu, chcąc sprawdzić jak pies się czuje,
dowiedziałam się że jest już lepiej i abym skontaktowała się z
weterynarzem (w Lubinie) w celu przekazania dokładnych informacji,
dotyczących przeprowadzonego w Zabrzu leczenia.
Małgorzata S. do Anna W. 17-08-2006, 14:01:04
Tel. do lekarza 076 84*****
Około godziny 15.00 w mojej obecności lekarka weterynarii
z Zabrza zadzwoniła do weterynarza w Lubinie przekazując
nazwy podanych przez nią środków, jej rozpoznania. W czasie
tej rozmowy dowiedziałyśmy się, iż nie ma wyznaczonego terminu
kastracji - lekarz nie podejmie się jej ze względu na zmiany skórne.
Zaniepokojona tym faktem, zadzwoniłam do Agnieszki, która nadal
potwierdzała ten termin, natomiast stwierdziła ze do momentu całkowitego
wyleczenia psa, pies zostaje u niej (II piętro bloku) a nie tak jak wcześniej
ustalałyśmy czyli nie zostaje przewieziony do domu rodziców.
O całej sprawie poinformowałam Gosie i razem z Gosią starałyśmy przekonać
Agnieszkę do zmiany weterynarza i zdania. Bezskutecznie.
Małgorzata S. do Anna W. 17-08-2006, 20:57:10
Nie dostałam odpowiedzi na mój sms. Nic nowego nie wiem.
Małgorzata S. do Anna W., 17-08-2006, 21:03:02
Agnieszko, jest jeden weterynarz - ul. Jagodowa Przylesie
za sklepem Alfa - jest b. dobry i po ludzku podchodzi do zwierząt.
O tym Twoim lekarzu niestety mówią, że liczy tylko kasę (ludzie z Lubina).
Kastracja psu mojej kolez. Uratowala życie, bo też miał nowotwór i miał 12
lat (wilczor). Dla własnego sumienia trzeba się skonsultować z innym
lekarzem, bo jak wet. może mówić, że pies i tak tego nie przeżyje! Uważaj,
żeby teraz nie chciał udowodnić, że miał rację. Proszę
Po braku odpowiedzi ustaliłyśmy z Gosią, iż ze względu na niedotrzymywanie
zobowiązań - pies męczy się wchodząc/ schodząc ze schodów, nie jest w domu
z ogrodem, nie jest kontynuowane leczenie - pies wraca do mnie.
Około godziny 9.00 w piątek 18-08-2006 zadzwoniłam do Agnieszki. Nie
odbierała telefonu. Po dwóch, trzech próbach dostałam sms:
Agnieszka W. do Anna W., 18-08-2006, 09:15:52
Nie mogę rozmawiać bo jestem w pracy a biszkopt ma się dobrze, jest z Beatą
Nadal dzwoniłam.
Agnieszka W. do Anna W. 18-08-2006, 09:26:37
Puszcze sygnał jak wyjde bo naprawde mam dużo ludzi i kierownik jest
Kiedy w czasie rozmowy Agnieszka dowiedziała się,
iż nie dotrzymuje zobowiązań i w związku z tym chcę odebrać psa,
usłyszałam tylko "za cholere nie oddam psa" po czym Agnieszka rozłączyła
się wyłączając telefon.
Agnieszka W. do Anna W. 18-08-2006, 09:45:19
Ania ja nie oddam psiaka, ma u mnie super warunki i po rozmowie z Gosią,
że pies nie może schodzić od wczoraj go znosimy na dół w kocu
W sms-ie nadal prosiłam ją o oddanie, zaproponowałam nawet innego Goldena
potrzebującego domu, tłumaczyłam, że przecież nam wszystkim chodzi tylko i
jedynie o dobro tego psa.
Agnieszka W. do Anna W., 18-08-2006, 10:04:48
Ania ja psa nie oddam, nie po to brałam żeby teraz go oddawać, pójdę
do weterynarza który zajmował się moim kundelkiem, chcem go wyleczyć i tyle
Po tym sms-ie poinformowałam, iż przyjadę po psa, przypominając iż
umowa adopcyjna nie została jeszcze przepisana z mojej osoby na jej rodziców.
Agnieszka W. do Anna W. 18-08-2006, 11:04:24
Ania ale on przed chwilą przestał oddychać ja nie wiem co mam teraz
zrobić, wyszlam z pracy i idę do psa
Zadzwoniłam, aby szybko zawiadomiła o tym weterynarza.
Agnieszka W. do Anna W., 18-08-2006, 11:30:15
Ania pies zdechł jade go pochować