wstecz

Historia

Cała sprawa zaczęła się 13-08-2006 roku kiedy to jedna z użytkowniczek forum Dogomania (ZuziaM), znalazła na spacerze psa- wychudzonego golden retriever’a w kolorze biszkoptowym. Według weterynarza do którego udała się Zuzia, pies miał ok. 2-3 lat (jak później się okazało pies miał ok. 7,5 roku), miał zapalenie jąder, prawdopodobnie raka, zapalenie skóry, a na łokciu i udzie miał dwa wielkie strupy, które według p. Weterynarz były spowodowane poparzeniem. Pies z wyczerpania nie mógł ustać na łapach, „dostał środki uśmierzające ból, został odpchlony, Zuzia poda mu także tabletki na robale oraz lekarstwo na wygojenie się skóry” (cytat: Dogomania). „Biszkopt jest bardzo łagodny, przyjacielski, garnie się do człowieka, jest przytulaśny i zna podstawowe komendy. Siada i podaje łapkę ,tak jakby prosił , aby mu pomóc..... Pięknie też jeździ samochodem, sam wsiada i wysiada, podczas jazdy bardzo spokojny. (cytat: Dogomania)”

Rozpoczęło się szukanie odpowiedzialnego domku dla pieska, który miał jeszcze wielkie szanse na normalne życie, miłość człowieka i ciepło domu rodzinnego… W krótkim czasie znaleziono dom tymczasowy u jednej z użytkowniczek forum Dogomania- Ani_w. (Zobacz zdjęcia)

„Po pierwsze dziekuję za ciepłe słowa, po drugie już zdaje raport. Wróciliśmy dopiero po 23 padnięci okrutnie. Po drodze odebrałam swoja sukę (Niki) i już na dworze nastąpiło gorące przywitanie czyt. Obwąchiwanie. Do domu psy weszły spokojnie i od razu ulokowały się przy miskach. Ozzy (co sadzicie o takim imieniu dla Biszkopcika?) ma ogromny apetyt. Moim zdaniem jest to pies który mieszkał w bloku - już na sam widok merdał ogonem, winda nie robi na nim jakiegokolwiek wrażenia, a jak chciał wyjść (o 1.30) na spacer to chodził ode mnie do drzwi i z powrotem, no i jak na chwile wyszłam z pokoju ulokował się na kanapie. Co do jego stanu zdrowia - oczy już się poprawiły (były bardzo zapadnięte - myślę ze było to wynikiem odwodnienia), natomiast bardzo mnie martwią jego tylnie łapy - ma kłopoty z chodzeniem, a przed wszystkim wstawaniem..”

Następny „raport” Ani_w dostaliśmy już na następny dzień. „Kolejny raport... "Ozzy na zmianę śpi i je. Noo i w przerwach szczeka.. nie wiem czy z bólu, czy po prostu chce zwrócić na siebie uwagę... ale musze przyznać ze "szczek" ma całkiem donośny. Co do jego stanu - mam wrażenie, ze z każdą godzina jest lepiej - oczy już prawie całkiem wróciły do normy (nie są już zapadnięte, matowe), rany zaczynają schnąc (pilnuje aby ich nie rozgryzał), dużo je i pije... (nie rzuca się już łapczywie na jedzenie, je spokojnie, powoli).

Co do: 1) łap - nie mam dobrych wiadomości, konieczne bedzie ich przeswietlenie - boje sie ze to moze byc dysplazja, ma bardzo duze problemy ze wstawaniem/polozeniem sie, na spacerach (za dom) gubi rownowage, ciagnie tyl... 2) jader to chyba jednak zmiany nowotworowe niz stan zapalny... brak jakiegokolwiek zaczerwienienia.. zobaczymy co powie specjalista... trzymajcie kciuki!”

Pomoc w „oględzinach”; Ozzy’ego zaproponowała użytkowniczka Dogomanii, weterynarz Formica:
„przed chwilka dopiero wrocilismy. Sprawy maja sie nastepujaco. Sa zmiany w oskrzelach stad caly czas ciezko dyszy, juz zaczelismy kuracje antybiotykowa, na ranach kontynuujemy antybiotyki. Niestety, jadra zostaly zaatakowane przez nowotwor. W przyszlym tygodniu zostanie mu wszystko hmmm... "odciete". Podejrzenie o gluchote zostaly potwierdzone, nie reagowal na podejscie Formicy az do momentu kiedy mial ja w polu widzenia (test z klaskaniem z tylu tez wyszedl niepomyslnie). Co do lap - zdecydowanie lepiej juz chodzi (musi sie rozchodzic) ale Formica zauwazyla tez ze kuleje na przednia lape. Co sie dzieje z lapami - czy to tfu, tfu dysplazja czy wynik oslabienia + bol jader okaze sie po zrobieniu przeswietlenia podczas kastracji.

Ogolnie - musze przyznac ze sama nie moge wyjsc z podziwu jak szybko Ozzy wraca do zdrowia. Mam wrazenie ze z kazda godzina jest silniejszy, pysk mu smieje na okraglo, z futrem a dokladnie z koltunami powolutku tez dajemy sobie rade.. Wczoraj bawil sie nawet pileczka. heheh wtedy przynajmniej nie szczeka”

Ozzy znalazł dom...

I doczekaliśmy się – nowego, stałego domu dla Ozzy’ego. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że pies trafi do - jak niestety tylko myśleliśmy - wspaniałej osoby, która będzie Go kochała do końca Jego dni...

„sluchajcie - cudowna nowina. Ozzy ma nowy dom.. Dom z pieknym, duzym ogrodem.... A bylo to tak.. na ogloszenie zawarte w GW odpowiedziala Agnieszka, ktorej rodzice niedawno musieli pozegnac goldena.. Rodzice Agnieszki, na wiadomosc ze ogloszenie jest jeszcze aktualne, nie mogli sie doczekac przyjazdu Ozziego. Po rozmowie z ZuziaM stwierdzilysmy, ze jest to idealny dom dla Ozziego - duzy ogrod, spokoj, a przede wszystkim milosc ludzi ktorych nie przeraza stan i wiek Ozziego (oceniony przez Formice na jakies 7,8 lat). Tak wiec, z krecaca sie lezka w oku zawiozlam Ozziego do Wroclawia, gdzie przekazalam go ZuziM.. a ZuziaM zawiezie go do Agnieszki.. (Ozzy bedzie mieszkal bardzo blisko ZuziM a mianowicie w Krasnikach)

UDALO SIE - OZZY MA DOM! tylko dlaczego mi tak jakos smutno i cicho.”

Pierwsze wieści od Agnieszki, które przytoczyła na forum „Dogomanii”, ZuziaM:

„Hej. Psiak jest pod opieka Agnieszki i bedzie pod stala kontrola lekarza. Mam dzis wiadomosc od Agnieszki, ze piesek niezbyt spokojnie przespal noc ( ale nie tylko on - ja rowniez nie spalam, bo myslalam o nim ). Dzisiaj Ozzy jeszcze raz bedzie u pana doktora. Nie wiem, czy to najlepszy pomysl, bo jemu potrzebny jest spokoj (a wizyty u weterynarza temu nie sprzyjaja ), ale jesli sa jakies niepokojace oznaki, to moze i dobrze. Mam nadzieje, ze to tylko efekt zmiany miejsca i tesknoty za Ania i Niki - w koncu zdazyl sie juz do nich przywiazac. To wspanialy i bardzo mily piesek ! Cieszyl sie na nasz widok - ogonek mu latal jak karuzelka. I musze potwierdzic to, co napisala Ania, ze on rzeczywiscie nabiera sil bardzo szybko !Ten pies za wszelka cene chce zyc ! Przeciez , kiedy go znalezlismy, musialam go przytrzymywac, bo sie prawie przewracal z oslabienia. A juz po dwoch dniach opieki sam chodzil na spacerku ok.50 metrow bez potykania, tylko z chwilowymi przystankami ( przed dluga podroza chcialam, zeby sie przeszedl i zalatwil co trzeba ). Zwroccie uwage, ze na pierwszych zdjeciach on nie stoi, tylko siedzi !

”Agnieszko, czekamy wszyscy na wiadomosci i pamietaj o tym, co Ci mowilam - my wszyscy sie bardzo o niego martwimy i zyczymy mu jak najlepiej. Pomozemy w kazdej sytuacji i o kazdej porze !”

„Ozzy powinien sie jeszcze podkurowac przed kastracja ( jest przewidziana na srode ). Najlepiej, zeby mial jak najmniej wysilku i cala energie pozostawial w organizmie. Przede wszystkim wyleczyc te zmiany w oskrzelach i nabrac sil. Ale Agnieszka mu w tym pomoze - podalam jej jadlospis, ktory postawi psiaka na nozki. To wszystko nie jest proste....... bo z jednej strony liczy sie czas, zeby usunac mu te chore jaderka ( nie bedzie juz czul wtedy bolu przy poruszaniu sie ) , a z drugiej strony - zeby to zrobic - musi nabrac sil i sie wykurowac - a na to z kolei trzeba czasu - i tu biora sie nasze obawy o zdrowie psiaka.... czy aby to wszystko sie zgra i przyniesie sukces, a piesek juz zdrowy i w pelni sil bedzie szczesliwie zyl u boku nowych wspanialych panstwa....? Zyczymy tego z calego serca, kochany pieseczku !”

Następny post ZuziaM, który mówi o tym, że nie ma żadnych wieści na temat Ozzy’ego. Zaczął się niepokój… oraz pierwsze kłamstwa, niedomówienia, bezskuteczne próby kontaktu...

„hmmm .. i tak i nie... chodzi o to, ze Agnieszka postanowila, ze wyleczy psa zanim przewiezie go do rodzicow... Wet, u ktorego Agnieszka podobno "zabukowala" na srode kastracje stwierdzil, ze jej nie przeprowadzi bo pies ma teraz jakies zmiany skorne... Wczeniej twierdzil, ze nawet gdyby robic kastracje za 3 miesiace to i tak Ozzy jej nie przezyje.. Ozzy jest teraz w bloku, i pamietajac z jakim trudem pokonywal u mnie trzy schody przeraza mnie mysl o II pietrze mial byc w domu z ogrodem.. i to taka mialysmy z ZuziaM wizje oddajac go Agnieszce... Agnieszko, prosze Cie odezwij sie... za duzo mamy niewiadomych!!!”

„Oj wydaje mi się że Ozzy powinien zostać przynajmniej do czasu wyleczenia u Ani_w pod opieką medyczną Formicy. Za szybko poszła druga faza. Jakoś to wszystko zaczyna brzydko wyglądać, a zwłaszcza ten wet który twierdzi "że jej nie przeprowadzi bo pies ma teraz jakies zmiany skorne... Wczeniej twierdzil, ze nawet gdyby robic kastracje za 3 miesiace to i tak Ozzy jej nie przezyje"

. Może Zuzia_M jako że ma najbliżej sprawdzi co się dzieje?” Następne niedomówienia od strony Agnieszki…

cytat Formicy (lek. Weterynarii):
„rozmawaiałam z lekarzem Ozzego , troche sie róznimy poglądami. Lekarz nie chce go kastrowac ze wzgledu na zmiany skórne , z drugiej strony trzeba go uczulić ,ze Ozzy jest psem po przejsciach, stan jego stan , wychudzenie i problemy. Przekazałam informacje o wszytkich lekarrstwach , wszystkich moich spostrzeżeniach wiec ma pełny obraz i wszytsko lezy teraz w jego rekach.

Jesli chodzi o Ozzego jestem zdania ,ze psa trzeba jak najszybciej przewieźc do rodziców Agnieszki , w koncu taka umowa była i tak ustalałyscie. Pies napewno nie moze chodzić na drugie pietro piechota bez względu na ambicje wyleczenia go przez Age. W tej sytuacji gdyby była to adopcja prowadzona przeze mnie zostałby odebrany tymczasowehj włascicielce ze względu na stan zdrowia i łamanie wcześniejszych ustaleń. To nie zabawka Agnieszko , przecież ten pies zmienia ostatnio domy jak rękawiczki , a Ty zamiast oszczedzić mu stresów i cierpień z tym związanych oraz pomóc sie mu szybciej kurować nie wlokąc go codziennie po tych schodach nie wiem z jakiego powodu upierasz się aby Ozzy został do czasu leczenia u Ciebie?? Moze masz dobre intencje , ale moze nie zaspokajaj swojej ambicji ratowania go kosztem jego zdrowia...”

Poprzedni wybawiciele Ozzy’ego- Ania_w oraz ZuziM i Jej TŻ- Krzyś, postanowili coś w tej sprawie zrobić. Pies nie mógł zostać ani chwili dłużej w bloku, sprawa zaczęła „śmierdzieć”:

„Własnie skończyłem rozmowę z Zuzią-M , pojedzie do rodziców Agnieszki - ale dopiero w sobotę (ponoć są nieobecni bo wyjechali ). Sądzę że należy postawić Agnieszce ultimatum , albo-albo. Aniu_w , czy Ty wziełabyś Ozziego ponownie?”

„Jestem pewna, ze psiakowi nie dzieje sie krzywda ( na pewno nie celowa ), wiec o to sie nie martwcie. Zle jest dla Ozziego tylko to chodzenie po schodach - w ustaleniach bylo, ze Ozzy w piatek jedzie do rodzicow Agnieszki ( bo wtedy wlasnie wroca do domu ). I tu sie zawiodlysmy ( z Ania W ), bo Agnieszka zmienila zdanie i piesek zostac ma u niej az do wyleczenia. No i kolejna sprawa, ze ten jej lekarz - nie chce przeprowadzic kastracji ! Jak w ogole lekarz moze powiedziec, ze ..: " pies i tak nie przezyje ... " ! ! !

A Agnieszka jest cholernie uparta i powiedziala, ze lekarza nie zmieni ! ! ! Proponowalam jej konsultacje z drugim lekarzem ( podalam jej adres dobrego mlodego lekarza w Lubinie ) - niestety - brak odpowiedzi! Proponowalam rowniez Agnieszce, zeby trzymala sie planu i zawiozla jednak psa do rodzicow, a kiedy przyjdzie pora ( po wzmocnieniu Ozziego ) wezme go do swojej p. doktor ( to tylko 30 km ) i ona przeprowadzi kastracje i zrobi przeswietlenie ..... odpowiedz - NIE....!

Poniewaz Ania W jest pelnoprawna wlascicielka Ozziego - dziala juz i mysle, ze zrobi, co trzeba. Umowa adopcyjna miala byc podpisana przez rodzicow Agnieszki, kiedy mialam pojechac do nich - w sobote ( a psiak mial juz od piatku byc u nich ). Mam nadzieje, ze Agnieszka zrozumie, ze postepuje zle i poslucha wszystkich , ktorzy dobrze zycza zarowno Ozziemu, jak i jej i jej rodzicom - jako pzyszlym opiekunom.”

Następne telefony i słowa Agnieszki: "ZA CHOLERĘ NIE ODDAM TEGO PSA!!!!" - rzuciła słuchawką. Późniejsze prośby na nic się nie zdały. Agnieszka milczała, zero kontaktu...

Post Ani_w: "nie jestem w stanie pisac Ozzy przestał oddychać... "

"tak podobno to wyglada - Aga poszla do pracy, psa zostawila pod opieka jakies kolezanki. Pozniej nastapily rozmowy o oddaniu, szczegoly znacie. Potem dostalam sms ze psu sie pogorszylo i musi isc do weta. Chwile pozniej ze jzu nie oddycha. Zadzwonilam do Agnieszki, okazalo sie ze jedzie juz z pracy do Ozziego. Kazalam jej wezwac weta - podobno przestal oddychac gdzies na ulicy..

Co ten biedak tam robil?? w takim stanie szedl na piechote do weta??? dzwonie do Agi ale cisza...." 9 minut później dostała SMSa „pies zdechł jade go pochować”

Nikt nie wierzył, że tak nagle mogło mu się pogorszyć… na Forum zrobiło się gorąco. Wszyscy spekulowali, myśleli jak to młoda dziewczyna takiego dużego psa mogła pochować. Podejrzewano, że coś tu od początku nie gra…

Formica:
"jesli ktoś może niech jedzie z łopatą i psrawdzi bo mie się cos wydaję ze ozzy żyje gdzieś ukryty. Trzeba nie tylko zobaczyć miejsce ale odkopać ciało. wtedy tylko jest pewnośc , bo co to za problem trochę zruszać zeimie?? A teraz pisze jako wet: W srode stan Ozzego był stabilny i oceniałam go jako dobry . Pies miał zmiany skorne ( prawdoopodobnie spowodowane zapchleniem i warunkami w jakich się znajdował), kulała na przednią prawa łapę ( prawdopodobnie uraz stawu łokciowego), zapalenie oskrzeli i guz jądra. Zalecenia były takie: wyleczyć oskrzela ( antybiotykoterapia) , kastracja ( umówiona na poniedziałek).

Rokowania: dobre Pies szybko przychodził do siebie , apetyt w normie ,załtwiał się w normie , ządnych zaburzeń innych nie zauwazono. Serce pracowało w normie. U psów nie wystepuje cos takiego jak ludzki zawał serca lub astma oskrzelowa co mogło by spowodować nagłe nieoddychanie. Chyba ze go piorun strzelił albo się udławił.

Pies jesli zostanie odkopany ( w co wogłoe nie wierze) powinien zostac przewiziony do weta ( bezstronnego ) i podaany sekcji zwłok z prosba o napisanie protokołu. Najlepiej gdyby sekcję wykonali lekarze z zakładu anatomii patologicznej we wrocławiu na AR wydz wet. wtedy napewno niczego nie pominą i taki protokół jest dowodem w sprawach sądowych.

Jesli niestety Ozzy nie żyje to tylko z winy Agi która go narazała na niepotrzebne wysiłki +> znęcanie się i powinna za jego śmierć odpowiedzieć..

JEDNO WIELKIE KŁAMSTWO ,WIERZYC SIĘ NIE CHCE!!!! "

Medar:
"Kochani.., sprawa nie da się dzisiaj załatwić. Ekipa ratunkowa po problemach z samochodem dotarła do domu Agnieszki W. w późnych godzinach. Otworzył drzwi ojciec Agnieszki i nie chciał rozmawiać o sprawie jako że Agnieszka jest dorosła. Nr tel. komórkowego Agnieszki nie odpowiada, na wsi w Kraśniku jest ciemno i zero odzewu. Sprawa oraz dokumenty zostały zgłoszone na komendzie powiatowej w Lubiniu na ul. Traugutta 3. Dzisiaj już nic więcej nie da się zrobić. .Jutro podziałamy dalej , ale jak sadzę konkrety będą w poniedziałek.

(...) Samochód dojeżdża po p. AG do miejscowości Kraśnik k.Bolesławca (wiedziała gdzie się schować ). Załaduje w samochód i wiezie we skazane miejsce pochówku Ozziego. Widzę coraz ciemniejsze chmury ..." W sobotę 18 sierpnia Krzyś z żoną pojechali na wskazane miejsce pochówku. Piesek pojechał do Wrocławia do Akademi.

Agnieszka się przyznała że nie podawała leków i dlatego "zdechł"...

Ulvhedinn:
"właśnie wróciłam... i musiałam chwilę posiedzieć bo mi się łapy trzęsą Wg wstępnej oceny panA Z PROSEKTORIUM:

Ozzy nie żyje od ponad trzech dni... (...) Sekcja w poniedziałek, oczywiście wyjaśniliśmy jaka jest sytuacja, będzie toksykologia, ale po takim czasie wykrycie leku usypiajacego może być trudne... Niestety to na pewno Ozzy, widziałam jądra Porobiłam zdjęcia- pies w worku w dole, na wpół zakopany, odkopany, i w prosektorium, cały pies, z boku i brzuszek, jądra też... Nie wkleję bo drastyczne, ale są u mnie... Panna stała obok obojętnie, kiedy kopaliśmy, słuchajcie nie odpuśćcie tej k...e!!!! Ona go chyba musiała uśpić zaraz po wzięciu.... Skąd widomo, że tak dawno- brak stężenia pośmiertnego (min.72 godz.) rozkład... kur... no nie mogę...."

Krzyś:
"Jakies fakty? Ciezko mi pisac po pobycie w prosektorium, kiedy psiak zostal wyjety z worka, viki robila odwaznie zdjecia jako dowod ja ledwo patrzylem. Na dzien dobry powiedziane zostao tylko, iz psiak umarl przynajmniej 3 dni temu, wiec na moj nos przy pierwszym pobycie u weta zostala podjeta decyzja o uspieniu i tyle. Niestety powiedziano nam ze przy obecnych srodkach mozna tego nie wykryc w czasie sekcji, ale podobno AR jest w tym najleposza wiec zywmy nadzieje. Wyniki powinny byc w poniedzialek po poludniu

CO ja wam moge jeszcze napisac? Trudno zebrac mysli, jeszcze dzisiaj o 2 w nocy mowilem Ani ze przywioze jej psa wieczorem ta historia wyglada na tyle nieprawdopdobna iz byla duza nadzieja. Zachowania tej gowniary nie komentuje na razie, niech opadna emocje, powstrzymalem sie prze rozpoczeciem tematu, bo jak moja zonka wie moglo sie to skonczyc tym, iz grob kopalibysmy dla kogos innego.

Moge tylko powiedziec, ze padly dwa slowa: zdechl bo nie dostal antybiotyku (nie mylic ze zdaniem: zdechl bo nie podalam mu antybiotyku) - tutaj musialem sie mocno powstrzymywac, a pozniej jak juz zaczelismyh kopac to panienka oswiadczyla ze ona juz chyba tutaj nie bedzie potrzebna wiec czy moze sobie isc. Puscilismy ja bo bylo wtedy wazne co innego....

Inne kwestie jak zawiadomienie przy odkopywaniu psa Policji na razie zostawilismy, sa zawsze zdjecia, to juz mozna zalatwic pozniej, najwazniejsze bylo, aby go stamtad zabrac Dzieki wszystkim za smsy, telefony w srodku nocy, to naprawde wygladalo jakby tgo psa cala Polska szukala.. skonczylo sie zle, ale wedlug odbierajcego cialo, dobrze, iz dotarlo dzisiaj a nie w poniedzialek..."

Ok. godziny 10:00 Krzyś miał już wyniki sekcji zwłok... nie mógł mówić... chyba każdy byłby w szoku...

"Po pierwsze bo musze o tym napisać- sekcja zwłok nie wyklucza, iż udział w śmierci mają środki gryzobójcze, jest na to według lekarza 1-2% szansy.

Dla pewności zleciłem od razu badania farmakologiczne, wyniki będą z około 3 dni. Po tych badanich lekarz ma wykluczyc taka wersje. Przyczyną śmierci były generalnie obrażenia wewnętrzne, orientacyjny moment zgonu: sroda.

Pies został skatowany tępym narzędziem, być może była to łopata, być może inne narzędzia,. Wylewy widoczne na zdjęciach to nie sprawa rozkładu ciała, tylko skutek wylewów wewnętrznych, Ulv zwracała uwagę, iż Ozziemu leciała krew z mordki w czasie jego przyjmowania w prosektorium.

Nie wymieniając zapewne wszystkiego pies ma największe obrażenia oraz złamania: mostku, grzbietu, miednicy, podudzia kończyn, przedramię kości lewej, nie wiem czy to wszystko bo wiecie jaka człowiek ma świadomość jak słucha czegoś takiego. Przy tak rozległych obrażeniach zapytałem o możliwość wypadku, lekarz raczej wyklucza taką ewentualność, powtarzając, iż pies został skatowany celowo tępym narzędziem.

Wszystkie obrażenia wyglądają na zadane tym samym czasie, czyli typowa egzekucja a nie powolne wykańczanie. Teraz chyba najgorsze! Ozzy przeżył tę egzekucję, według lekarza żył jeszcze kilka godzin. Chyba zdajemy sobie sprawę jak cierpiał przy takich obrażeniach (fuuuuckkkk).

Widac ze psiak chciał dalej żyć nawet po takiej katordze, umarl kilka godzin później najprawdopodobniej na wskutek wylewów, być może został dobity, a być może poddał się jak zobaczył worek i kopany grob, albo co jeszcze gorsze umarł dopiero po zakopaniu. "

Całe Forum zaczeło działać- mimo poszarpanych nerwów, braku sił... każdy nagłaśnia sprawę, każdy działa, każdy pomaga... wszyscy się zjednoczyli, gdyż mamy wspólny cel. Nikt nie chce zostawić sprawy samej sobie, a i żeby "potwór" trafił tam gdzie trzeba i nie uszło mu to płazem...

Jednak po jakimś czasie zaczeły się komplikacje - znalazł się weterynarz, który twierdzi że uśpił goldena. Ale nikt w to nie wierzy... niedługo osoby które dotknęła sprawa Ozyy'ego bezpośrednio, osobiście ujawinią wyniki sekcji na dokumentach. Jeśli tylko będzie coś wiadomo opublikuję to na tej stronie...